wtorek, 17 marca 2015

Rozdział piąty

 Nagle zadzwonił mój telefon. Był to Robert.
-Halo - powiedziałam do urządzenia.
-Wracajcie do firmy, to pilne.
-Już się robi szefie - rozłączyłam się i skierowałam w stronę Jana -Musimy się zbierać, jest robota.

 Drogę od strzelnicy do biura pokonaliśmy znacznie szybciej niż z biura do strzelnicy. Jan ma ciężką nogę, nie powiem. Tamten rowerzysta powinien dziękować Bogu, że jeszcze żyje.
   W windzie otrzymałam smsa od Davida o treści ,,Sala konferencyjna :) '' Skierowałam się tam wraz z Janem zaraz po jej zatrzymaniu.
   Drzwi otworzyłam z nieco zbyt dużym hukiem, co zwróciło uwagę Davida. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się, całkowicie ignorując Dąbrowskiego. Luźnym krokiem podeszłam i zajęłam miejsce obok niego. Jan usiadł za nami. Wtedy w pomieszczeniu rozległ się głos Roberta, którego wcześniej nie zauważyłam:
-Dostaliśmy cynk z Białego Domu, że pochodzący z Rosji Andrej Lubasznikow, prawdopodobnie jest w posiadaniu dokumentów dotyczących prezydenta - spojrzał na nas znacząco - Jak się można domyślić, dokumenty te nie są dla niego zbyt wygodne. Miejscowi agenci śledzili go aż do granicy Niemieckiej. Tam podrzucili mu nadajnik. Okazało się, że Lubasznikow to zapalony miłośnik podróży. Dzień po dniu przemierzał kolejne granice różnych państw. Kto zgadnie gdzie znajduje się obecnie?
-Polska. Pewnie Warszawa - stwierdziłam.
-Bingo. Lubasznikow znajduje się śmiesznie blisko.
-Dlaczego po prostu go nie aresztujemy? - spytał David.
-Z rozkazu prezydenta. Póki FBI nie zdobędzie dowodów, nie mamy prawa go nawet dotknąć.
-To o dobre imię prezydenta tu chodzi. Dlaczego chce ograniczyć przebieg akcji do minimum? - spytałam - Gdybyśmy go zgarnęli, na przesłuchaniu złamał by się szybciej.
-Andrej Lubasznikow to jego bliski przyjaciel. Połączyły ich wspólne interesy lata temu. Gdyby został teraz aresztowany ludzie domagali by się wyjaśnienia ze strony prezydenta i jak to ludzie, uznali by go za współwinnego.
-Czyli my mamy zdobyć dowody?
-W jaki sposób? - dodał David.
-Lubasznikow w trakcie swojego pięciodniowego pobytu w Polsce odwiedził klub ,,Pod różową parasolką'' już pięć razy. Wybierał jedną, czasem dwie tancerki i udawał się z nimi do hotelu. Można się domyślić co działo się dalej.
   O nie. O nie. Nie ma mowy. Nie. Dlaczego zawsze ja? Mam tylko nadzieję, że Dąbrowski nie jedzie z nami. Zbyt krótko ze mną pracuje, aby stracić do mnie szacunek.
-Jak miałaby przebiegać akcja? - spytałam rzeczowym tonem.
-Wszystko macie opisane w aktach - wręczył mi i Davidowi żółtawe teczki. Zaczęłam czytać swoją, gdy usłyszałam dobiegający zza mnie głos Jana:
-A co ze mną?
-Ach tak, zapomniałbym - Robert podał mu teczkę - ty tej nocy wyjątkowo będziesz trzymał się Davida i osłaniał Monikę.
Znieruchomiałam. Cholera. To będzie niezręczne.
   Godzinę później zastanawiałam się czy nie iść do Roberta i poprosić go o odsunięcie mnie od sprawy. Zrezygnowałam jednak z tego pomysłu. Miałam chwilę wolnego czasu więc raz jeszcze zapoznałam się z aktami. Nasza misja miała być stosunkowo nieskomplikowana: ja miałam udawać striptizerkę(nie pierwszy raz z resztą) i robić wszystko, byle tylko Lubasznikow zabrał mnie do siebie. Tam miałabym go uśpić i znaleźć dowody go obciążające. Całą sytuację ma kontrolować David z Dąbrowskim i w razie potrzeby interweniować. I to na tyle. Proste? Proste.
    Wybiła godzina piętnasta, podczas gdy ja wybierałam strój na wieczór. Pomagała mi Lucy, nasza wizażystka i choreograf. Tak, FBI zatrudnia ludzi z tego fachu, można by się zdziwić ile w naszej branży trzeba tańczyć.
   Trenowałam ruchy bioder i mimikę twarzy wraz z Lucy, gdy do sali wszedł David. Z początku go nie zauważyłam i nie przerywałam tańca, jednak gdy tylko usłyszałam pierwszy podejrzany dźwięk od razu się odwróciłam. Uśmiechnął się łobuzersko.
-Nieźle się ruszasz - przyznał wciąż mając ten sam uśmiech na ustach.
-To wszystko zasługa Lucy - spojrzałam na kobietę posyłając jej szeroki uśmiech, który odwzajemniła.
-David dobrze, że jesteś, musisz przymierzyć ubrania, które ci wybrałam.
-Sama wybrałaś? Tak bez mojej konsultacji? - powiedział z udawanym oburzeniem.
-Wybacz, ale masz fatalny gust - poklepała go przyjacielsko po ramieniu i udała się po ubrania na przymiarkę.
David spojrzał na mnie, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-To co - objął ręką moje ramiona - Dzisiaj impreza?
-Niektórzy nazywają to pracą - odpowiedziałam z udawanym sarkazmem.
-Klub, światła, muzyka... To impreza - uśmiechnął się.
-Zależy dla kogo. Ty nie musisz iść do łóżka z jakimś ruskiem.
-Co najwyżej podejść do łóżka, wejść wam nie pozwolę - na jego twarzy znowu pojawił się ten łobuzerski uśmiech.
Zaśmiałam się, a on objął mnie mocniej. Wtedy do sali wszedł Jan. Z jakiegoś powodu poczułam, że powinnam odsunąć się od Davida, pokazać Dąbrowskiemu, że to tylko przyjacielski gest, nic poza tym. Nie chciałam jednak zrobić nic gwałtownego, żeby nikt sobie niczego nie pomyślał. Uratowała mnie Lucy, która właśnie weszła do pomieszczenia trzymając całą stertę ubrań. Wykorzystałam sytuację i niepostrzeżenie oddaliłam się na drugi koniec sali, gdzie udawałam, że robię coś na telefonie, ale tak naprawdę przysłuchiwałam sie rozmowie.
-O Jasiek dobrze że przyszedłeś, musisz to przymierzyć - Lucy wręczyła mu czarne spodnie i jeszcze czarniejszą koszulę.
Chwila... Jasiek? Kiedy oni zdążyli się poznać, co?! Może na lekcjach aktorstwa? Z resztą co mnie to interesuje...
-A ty... - skierowała się w stronę Davida -Weź to - podała mu również czarne spodnie, biały t-shirt i granatową marynarkę z rękawami 3/4 . Postanowiłam, że wyjdę z sali, aby chłopaki mogli spokojnie wszystko przymierzyć.
-Idę na kawę - rzuciłam, niby obojętnym tonem i ruszyłam w kierunku drzwi. Po drodze minęłam Jana. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać, ale z oczu... Jego oczy wyrażały jakby... ból.
   Wybiła godzina 22:13 , według planu Lubasznikow miał zjawić się za kilka minut. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze znajdującym się w garderobie. Zobaczyłam w nim atrakcyjną młodą dziewczynę, z delikatnym makijażem, rozpuszczonymi włosami, ubraną w najbardziej zdzirowate ubrania, jakie kiedykolwiek widział świat. Miałam na sobie czarny gorset ze złotymi ornamentami, cały naładowany koronką, oraz czarne przylegające majtki. Ja nie chcę wychodzić ubrana w taki sposób. Nie chcę. Jakoś nigdy się tym nie przejmowałam, mimo, że najczęściej na akcje jeździłam z Davidem. Nie wiem co się teraz dzieje. Weź się w garść Monia!
   Poprawiłam włosy i wyszłam na salę. Wokół niej wirowało wiele tancerek ubranych w różnoraki sposób. Tak teraz myślę, że one są ubrane bardziej zdzirowato niż ja. Z jednej strony to dobrze, z drugiej jednak źle. Hmm.. Coś się wymyśli. Jak zawsze.
   David siedział przy stoliku i spoglądał na tancerki. Kilka metrów dalej przy barze siedział Jan. Miałam wrażenie, że patrzy się prosto na mnie. Zrobiło mi się trochę niezręcznie. Ten strój...
   Rozmyślania przerwało mi zauważenie wysokiego i bladego mężczyzny. Lubasznikow. To on. Na pewno. Jan też go spostrzegł i dał Davidowi sygnał, że nasz cel się zjawił. A więc przedstawienie czas zacząć.

6 komentarzy:

Chętnie poznam Twoją opinię :)